Kategorie

Archiwum


Kalendarz wydarzeń

Listopad  2017
Pon Wto śro Czw Pią Sob Nie
   
  1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30  
WPEC is proudly sponsored by
True Media Concepts

Tagi

Szukaj

wpisz frazę






ministat liczniki.org

Linki:
Fenster-service - Jarosław Skrzypiec
Serwisy www - projektownie
Alufelgi

Historia rasy trakeńskiej

Trakeny – raj utracony…

Dodano poniedziałek, Lipiec 04, 2011 przez w Historia rasy trakeńskiej, Wydarzenia - Informacje

Dzięki uprzejmości dr Janusza Wejer z UWM z Olsztyna i dr Jacka Łojek z SGGW w Warszawie mogliśmy już wcześniej zaprezentować Państwu interesujące referaty i doniesienia przedstawione na olsztyńskiej konferencji naukowej, a dzisiaj publikujemy obszerną relację słowną i fotograficzą z cześci wyjazdowej, jaką  przygotowała jedna z uczestniczek – Lidia Chomentowska.  Wszystkim bardzo serdecznie dziękujemy a Państwa zapraszamy do lektury!

Konferencja naukowa „Konie trakeńskie i wielkopolskie w realiach XXI wieku” zorganizowana została w dniach 14-16.06.2011 roku przez Polskie Towarzystwo Zootechniczne i Katedrę Hodowli Koni i Jeździectwa Wydziału Bioinżynierii Zwierząt Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Ogromne podziękowania należą się komitetowi organizacyjnemu, a przede wszystkim prof. dr hab. Zbigniewowi Jaworskiemu, Januszowi Wejer, Adrianie Pawelec oraz całemu zespołowi Katedry Hodowli Koni i Jeździectwa.

Konferencja podzielona była na dwie sesje: referatowo-doniesieniową i wyjazdową. W pierwszej części przedstawione zostały cztery referaty:

  1. „Wartość użytkowa koni zarejestrowanych w Związku Trakeńskim w Polsce” – dr inż. Janusz Wejer/UWM Olsztyn;
  2. „Jakość i wartość współczesnych koni trakeńskich na świecie” – prof. dr hab. Sławomir Pietrzak/UP Lublin;
  3. „Znaczenie koni rasy wielkopolskiej we współczesnej hodowli koni w Polsce” – dr inż. Anna Nowicka-Posłuszna/UP Poznań;
  4. „Doskonalenie koni wielkopolskich” – prof. Dr hab. Szczepan Chrzanowski/SGGW Warszawa.

Doniesienia naukowe poświecone tematyce koni trakeńskich bądź wielkopolskich zaprezentowali ponadto:  dr Jacek Łojek, prof. Sławomir Pietrzak, Tomasz Siedlanowski i Iwona Tomczyk-Wrona .

Pierwszy dzień konferencji zakończony został sympatycznym ogniskiem przygotowanym na terenie Ośrodka Jeździeckiego w Kortowie trwającym do późnego wieczora.

Część wyjazdowa konferencji zaczęła się już następnego dnia bardzo wczesnym rankiem. Najważniejsze było, aby jak najwcześniej przekroczyć granicę z Rosją. Jeszcze w Olsztynie dołączył rosyjski tłumacz i „opiekun” naszej wycieczki a w Bartoszycach profesjonalny przewodnik. Tak doskonale zaopatrzeni poczuliśmy się w pełni bezpieczni, co już na początku zaowocowało w miarę szybkim i sprawnym przekroczeniem granicy Bezledy – Bagrationowsk. Naszym pierwszym celem był oddalony od granicy o ok. 150 km Czerniachowsk, czyli dawne pruskie Stado Ogierów Georgenburg. Zanim jednak dotarliśmy na miejsce, przez okna autokaru mieliśmy okazję podziwiać, jednak to zdecydowanie za dużo powiedziane, oglądać tereny Obwodu Kaliningradzkiego. Ogromne hektary nie zagospodarowanych obszarów zielonych, czyli nieużytków malowniczo porośniętych dorodnym łubinem i dziurawcem. Domostw ludzkich też prawie wcale nie było widać, jedynie niewielkie wioski, które mijaliśmy po drodze świadczyły, że jacyś ludzie jeszcze zamieszkują ten zapomniany przez Boga teren. Wsie bardzo ubogie, domy w fatalnym stanie, zaniedbane, rozpadające się, brak jakichkolwiek czynnych gospodarstw rolnych. Zadziwiające z czego ci ludzie się utrzymują, bo ziemia prawie wcale nie jest uprawiana, a jeżeli udało nam się zobaczyć jakieś zwierzęta gospodarskie, to była to ledwo widoczna z powodu głębokiej trawy krowa pasąca się na 100 ha łąki, tęsknie patrząca gdzieś w dal… Mijaliśmy po drodze smutne resztki dawnej chwały Prus Wschodnich. Tylko gdzieniegdzie widać było pozostałości budynków z czerwonej cegły, a tam, gdzie zabudowania pruskie nie zostały zrównane z ziemią zgodnie z polityką socjalistyczną, widać było zarysy dawnych domów, teraz ręką szalonego wizjonera przemienione w „małe koszmarki” – przeróżne nieotynkowane dobudówki z pustaka czy białej cegły, czasami pomalowane w jaskrawe gryzące się ze sobą kolory. Smutny to był widok.

Jednak przyjazd do Czerniachowska w pełni wynagrodził nam wcześniejszy obraz zza okien autokaru, nawet ruiny niegdyś okazałego zamku w pruskim Insterburgu nie były już tak szokujące. Stadnina koni i ośrodek jeździecki Georgenburg od kilku lat są własnością prywatną, a staraniem nowych bogatych właścicieli obiekt wrócił do dawnej pruskiej nazwy i świetności. Wjazd na zamknięty, wewnętrzny parking oraz widok pięknie odrestaurowanych budynków już zaostrzył nasz apetyt. Grupa była wcześniej zapowiedziana i umówiona na konkretną godzinę, więc już czekała na nas właścicielka, która osobiście oprowadziła nas po całym obiekcie. Stadnina podzielona jest topograficznie jakby na trzy części, które wyznaczają wewnętrzne dziedzińce. Pierwszy dziedziniec, to plac treningowy, na którym rozgrywane są również wysoko dotowane międzynarodowe zawody w skokach przez przeszkody rangi nawet „pięciu gwiazdek”. Doskonałe podłoże z piasku kwarcowego, na trzech ścianach trybuny dla publiczności, w pobliżu ekskluzywny hotel, stajnia sportowa i kryta ujeżdżalnia (z nową konstrukcją dachową). W budynku ujeżdżalni zwiedziliśmy małe muzeum z pamiątkami i zdjęciami z czasów dawnych Prus Wschodnich, jak również liczne trofea zdobyte już współcześnie na zawodach jeździeckich. Na tyłach krytej hali znajduje się drugi dziedziniec stadniny, otoczony z trzech stron przez zabytkowe stajnie oraz stary budynek krytej hali. Centralnym punktem dziedzińca jest ogromny plac do wypuszczania koni i zapewnienia im wymuszonego ruch na bieżni ew. do treningu. Aby dostać się na trzecie, zamknięte podwórze, można przejść bramą pomiędzy budynkami, lub bezpośrednio przez stajnie. Piękna, charakterystyczna dla Georgenburga stajnia usytuowana na długiej ścianie drugiego dziedzińca, to stajnia na całej swojej długości stanowiskowa. To właśnie tutaj kiedyś stacjonowały dziesiątki ogierów uznanych do hodowli terenowej, głównie wschodniopruskich i trakeńskich. Stojąc na szczycie tej stajni, mając po obu stronach rząd licznych typowych dla pruskich stad ogierów stanowisk, to jakby cofnąć się w czasie, kiedy to miejsce tętniło życiem, odgłosami rżenia koni, przeżuwania siana, stukotem końskich kopyt, pobrzękiwaniem uwiązów… teraz niestety wszystkie te boksy były puste. Podobne stajnie stanowiskowe można jeszcze zobaczyć jedynie w Stadzie Ogierów w Kętrzynie. Od wspomnianej stajni stanowiskowej odchodzą prostopadle dwie stajnie boksowe tworząc wewnętrzny trzeci dziedziniec, całkowicie wybetonowany, zamknięty z trzech stron przez stajnie a z czwartej przez mur zewnętrzny stadniny. Zza muru w oddali widać było zarysy zamku Georgenburg, który pomimo starań nowych właścicieli stadniny został przekazany w ręce kościoła prawosławnego. Do dnia dzisiejszego stoi opuszczony, zapomniany, o krok od zupełnej riuny. W stajniach stacjonują głównie konie rasy hanowerskiej, jednak znaleźć można pojedyncze sztuki rasy trakeńskiej. Stadnina zbudowana z ogromnym rozmachem, widać było kunszt i przemyślane działania pruskich projektantów. Obecnie, pomimo tylu lat historii i ogromnej dewastacji za czasów dawnego systemu, budynki stajenne są w doskonałym stanie, pieczołowicie odrestaurowane, poprawione wszystkie dachy, odnowione zewnętrzne elewacje. Teren jest wysprzątany, place zagrabione, trawniki przycięte, wszędzie wręcz pruski porządek. Stadnina budzi jak najlepsze emocje, każdy z nas był pod niebywałym wrażeniem jest piękna.

W godzinach popołudniowych z Georgenburga wyruszyliśmy w kierunku dawnej królewskiej Stadniny Koni w Trakenach (Trakehnen) – obecnie Jasnaja Poljana. Z rosnącym napięciem obserwowaliśmy zmieniający się krajobraz, obszar nie był już jak okiem sięgnąć płaski i wyludniony, częściej można było zobaczyć skupiska ludzkie, a nawet ocalałe jeszcze zabudowania z czerwonej cegły, coraz więcej pojawiało się drzew i terenów zalesionych. Szczęście nam dopisało, ponieważ bardzo blisko drogi zaobserwowaliśmy ogromnego, z imponującymi łopatami łosia, który jak za dawnych lat, majestatycznie przemierzał dziką zieloną krainę. Gdy zobaczyliśmy tabliczkę z nazwą miejscowości do skrętu w prawo, poczuliśmy, że nareszcie wkraczamy na teren ojczyzny konia trakeńskiego. Jechaliśmy dawną drogą łączącą Trakeny ze stacją kolejową. Kiedyś z pewnością była to piękna aleja dębowa, dzisiaj były to tylko resztki okazałych drzew. Po obu stronach drogi rozciągały się hektary dawnych pastwisk, podzielone siatką rowów melioracyjnych. Tysiące kilometrów kanałów, które kiedyś wykopano dla osuszenia terenów podmokłych, wręcz bagiennych, nadal spełniały swoją funkcję. Nie do pomyślenia, żeby ktoś nadal o nie dbał, ale rzeczywiście pozarastane nie były, a lustro wody nadal było widać. Po tylu latach wciąż istniały i nadawały szczególnego charakteru tej krainie. Wjeżdżając do wsi, po lewej stronie w rzędzie stoją dawne domy pracowników stadniny, nadal z czerwonej cegły, jednak już nie kryje ich czerwona dachówka, lecz szary eternit. Budynek dawnego Hotelu „Łoś” (Hotel „Elch”), pomimo dobudówki i zmiany przeznaczenia na sklep spożywczy, wciąż do rozpoznania. Dąb zasadzony kiedyś przed hotelem, dzisiaj to sędziwy świadek zmieniającej się historii. Zaparkowaliśmy przed bramą główną stadniny, aby następnie z prawdziwą czcią przekroczyć jej próg. Po lewej stronie znajdowały się zachowane zabudowania administracyjne stadniny, m.in. dawny sekretariat. Obecnie to budynki mieszkalne. Po prawej stronie witał nas imponujący dwukondygnacyjny gmach pałacu w Trakenach. Pięknie odnowiona zewnętrzna elewacja, nowe pokrycie dachowe, stary bruk przed głównym wejściem. Przed pałacem od 280 lat rośnie dąb, symbol Traken. Za czasów świetności, dąb był specjalnie przycinany, szczepiony w miejscach większego przerzedzenia się gałęzi, korona była formowana przez wykwalifikowanych ogrodników. Konary naciągano, aby korona była okrągła i rozłożysta, aby równomiernie dawała cień. Dzisiaj to wiekowe drzewo, może i nie miało już tak pięknego wyglądu, bo kilka głównych konarów uschło, jednak nadal sprawiało imponujące wrażenie. Niedaleko dębu przed pałacem na postumencie stał kiedyś naturalnych rozmiarów pomnik najsłynniejszego reproduktora w Trakenach ogiera Tempelhüter. Za wyjątkowe zasługi dla hodowli, jeszcze za życia tak uhonorowano tego wyjątkowego konia. Z chwilą zajęcia Traken przez wojska sowieckie w 1945 roku, pomnik Tempelhütera wywieziono w głąb Rosji, obecnie znajduje się w muzeum w Moskwie. Jego wierna replika stoi przed Muzeum Jeździectwa w Verden w Niemczech. Jak dowiedzieliśmy się od sympatycznej i niezwykle kulturalnej przewodniczki, pomimo usilnych starań, oryginalny pomnik Tempelhütera na swój cokół w Trakenach już nigdy nie powróci. W tym miejscu jest już pomnik pamięci żołnierzy sowieckich poległych podczas II wojny światowej i już tam pozostanie, ponieważ pamięć po poległych rodakach jest bardzo mocno w Rosji pielęgnowana. Może w przyszłości uda się postawić kopię pomnika Tempelhütera gdzieś indziej przy pałacu lub w ogrodzie. W pałacu obecnie mieści się szkoła, jednak na parterze dwa pomieszczenia przeznaczone zostały na skromne muzeum. Pani przewodnik bardzo interesująco opowiadała o historii Traken, o tym, co udało się uratować z zawieruchy wojennej, jakie losy były majątku po wojnie, ponadto obejrzeliśmy archiwalny materiał filmowy o Trakenach z okresu ich świetności. Następnie zostaliśmy oprowadzeni po najbliższej okolicy pałacu, m.in. zobaczyliśmy te budynki, które jeszcze przetrwały po prawej stronie wychodząc z pałacu oraz w oddali pozostałości stajni i maneżu. Smutny to był widok, budynki stoją opuszczone, otwory okienne zamurowane lub pozakrywane folią ew. słomą, jak w dawnej stajni obecnie zaadoptowanej na oborę. Niestety czas nie pozwolił nam na zwiedzenie całych Traken, ale szansa nadarza się już za rok, również w czerwcu, kiedy to w pałacu zorganizowane zostaną obchody 280-lecia utworzenia Stadniny w Trakenach. Na tę okazję ma być już postawiona wieża na pałacu (jak to było w oryginale), iglica w kształcie konia jest już gotowa. Jak poinformowała nas przewodniczka, byliśmy pierwszą wycieczką z Polski, która odwiedziła dawne Trakeny. Było to rzeczywiście bardzo serdeczne i miłe przyjęcie, zostaliśmy również oficjalnie zaproszeni na przyszłoroczne uroczystości. Pstrykając na szybko jeszcze ostatnie zdjęcia, ponaglani przez naszych przewodników, z ciężkim sercem opuszczaliśmy to piękne miejsce. Zmierzając do Kaliningradu, gdzie planowany był nocleg, nasze myśli nadal krążyły wokół Traken. Aż szkoda, że konie już nigdy w to miejsce nie powrócą.

Nocleg na rosyjskiej ziemi spędziliśmy w ekskluzywnym, będącym na europejskim poziomie Hotelu „Turist”. Ci z nas, którzy nie mieli dość wrażeń na jeden dzień, wybrali się na wieczorne zwiedzanie Kaliningradu. Miasto niestety nie posiada zbyt wielu zabytków, nie istnieje coś takiego jak Stare Miasto, centralnym punktem spotkań mieszkańców jest Plac Zwycięstwa z charakterystycznym obeliskiem. Większość zabudowań pruskich zostało w czasach dawnego systemu zburzonych, jak np. piękny zamek spektakularnie wysadzono w powietrze z komentarzem, że oto właśnie został wyrwany ostatni zgniły ząb pruski. Na miejscu zamku znajduje się obecnie ogromny „straszący swoim wyglądem” Dom Partii, do dnia dzisiejszego stoi niewykończony, podobno grozi zawaleniem. Pomimo nieprzychylnej polityki powojennej, w Kaliningradzie można jeszcze znaleźć pojedyncze piękne stare pruskie kamienice. Przekonaliśmy się o tym, kiedy następnego dnia, już w drodze powrotnej do Polski odbyliśmy krótki objazd autokarem po mieście.

Jeszcze przed granicą zatrzymaliśmy się w Bagrationowsku – dawnej Pruskiej Iławie – na obiad i zwiedzanie cerkwii, która jako pierwsza z cerkwii została wybudowana na terenie Obwodu Kaliningradzkiego. Miasteczko niewielkie, ubogie, sprawiało wrażenie spokojnego, sielskiego, ze starymi zabudowaniami i brukowanymi uliczkami dało się odczuć dawny klimat małej pruskiej miejscowości.

Przejście graniczne pokonaliśmy, jak poprzednio szybko i sprawnie. Kolejnym celem naszej wycieczki była Stadnina Koni w Liskach, w okresie międzywojennym wychowalnia koni na potrzeby wojska tzw. Remonteamt, obecnie jako jedyna w Polsce hodująca konie z pochodzeniem trakeńskim. Na miejscu bardzo serdecznie przywitał nas wieloletni główny hodowca p. Piotr Pacyński i zaprosił na krótki pokaz hodowlany liskowskich koni. Na początek zaprezentowane zostały trzy ogiery czołowe: gniady 16-letni Czarczaf (Ogar – Czapa po Arak) oraz dwaj 5-letni synowie angloaraba Grey – skarogniady Etos od Encyklika po Kerman i siwy Olivier od Olimpia po Hill Hawk xx, dwie córki ogiera Cedrus – Era do Erytema po Jantar xx i Pepita od Pastrana po Dukat xo, dwie po Hamlet Go – Asta od Agnes po Kerman i Lolita od Lewkonia po Aspirant, a następnie dwie matki z tegorocznym przychówkiem Wiwiena po Banita xo ze źrebakiem po Czarczaf i Wojda z najmłodszym w stadninie źrebakiem po Olivier. Godziny popołudniowe, to czas spokoju w stadninie, konie nakarmione odpoczywają w stajniach, tylko gdzieniegdzie koński łeb ciekawie wygląda znad drzwi biegalni. Niechętnie opuszczaliśmy to spokojne miejsce skąpane w promieniach zachodzącego słońca. Całe szczęście, że dzień o tej porze roku jest bardzo długi. Spragnieni widoku koni zawitaliśmy jeszcze do urokliwych Galin, gdzie pod okiem p. Bogusława Owczarka zwiedziliśmy stadninę, mieszczącą się w zabudowaniach dawnego pruskiego przypałacowego folwarku. Nasze kroki skierowaliśmy również na sięgające aż po horyzont pastwiska, zajrzeliśmy do stajni, obejrzeliśmy teren służący do organizacji zawodów, zwiedziliśmy z zewnątrz z pietyzmem odrestaurowany pałac, aby na końcu zawitać do Gospody Galiny na przepyszne pierogi, nie tylko ruskie.

Zmęczeni i nasyceni niepowtarzalnymi wrażeniami jakich dostarczyły nam Galiny, z głowami pełnymi myśli i pięknych wschodnio-pruskich widoków wracaliśmy do domu. Dla każdego uczestnika była to ciekawa i interesująca wycieczka, a dla miłośników koni trakeńskich szczególnie ważna i głęboko zapadająca w pamięć i serce.

Tekst i zdjęcia: Lidia Chomentowska

Królestwo koni – Trakehnen

Dodano czwartek, Styczeń 20, 2011 przez w Historia rasy trakeńskiej

Fragment pochodzi z książki Marion Gräfin Dönhoff „Kindheit In Ostpreussen” („Dzieciństwo w Prusach Wschodnich”)

5 6

              „…konie nabierały oczywiście jeszcze większego znaczenia, kiedy czasami spędzaliśmy część wakacji w Trakehnen. Tę słynną stadninę założył w 1732 roku Fryderyk Wilhelm I, ojciec Fryderyka Wielkiego. Już wówczas było w niej ponad tysiąc koni, w tym pięćset klaczy, ponieważ król sprowadził konie z wielu innych stadnin rozproszonych po całych Prusach Wschodnich i zgromadził je w Trakehnen.

Z upływem lat areał ciągle rósł, tak że za naszych czasów stadnina miała około sześciu tysięcy hektarów i trzysta pięćdziesiąt wybranych klaczy, które podzielono na stada wg maści: kasztany, karogniade, kare i stada mieszane.

7

Konie zawsze darzyłam szczególnymi uczuciami, ale w Trakehnen poznałam je jako stworzenia godne porównania z człowiekiem. Każdy z dwudziestu czołowych ogierów przebywał w osobnym pawilonie z przylegającym doń wybiegiem i traktowany był jako indywidualność. Ich rodowody sięgały, tak jak rodowody szlacheckie spisane w Almanachu Gotajskim, daleko w minione stulecia. Jednemu z nich, ogierowi Tempelhüer, już za życia postawiono pomnik w brązie, naturalnej wielkości, który stał w Trakehnen przed siedzibą urzędu wuja Lehndorff’a. Rosjanie zabrali go do Moskwy, gdzie dziś stoi przed jakimś instytutem rolnictwa.

Na mnie wówczas szczególne wrażenie zrobił inny ogier. Nosił imię Master Magpie i charakteryzował się tym, że trzeba mu było zakładać kaganiec, ponieważ był tak nerwowy, iż wygryzał sobie kawałki sierści – na całym ciele miał zagojone już, ale pozbawione sierści miejsca. Legendarne wydawały mi się oba siwosze. Cancara spacerując pewnego razu po swoim wybiegu spostrzegł na polu sforę psów biegnących w tak zwanym polowaniu z wleczką, przeskoczył więc wysokie na metr osiemdziesiąt ogrodzenie, by dołączyć do grupy galopujących koni. Natomiast to, że jego przodek, zwany Nana Sahib, przeskoczył dwumetrowe ogrodzenie, trzeba było potem podwyższać, to już nie legenda; pisze o tym, w swojej książce naczelny koniuszy krajowy.

Trakehnen robiło niesłychane wrażenie: jak okiem sięgnąć wspaniały krajobraz, stare aleje, pomalowane na biało ogrodzenia wygonów, zielone łąki i szlachetne konie. Kto kiedyś brał udział w polowaniu na koniach, kto na własne oczy widział, z jaka pasją, z jakim rozpędem konie biorą przeszkody, ten z pewnością nigdy nie zapomni tego przeżycia…”

1 3

4 2

                                                                          Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości R. z portalu www.goldap.org.pl

Dziękujemy!

Ewakuacja i koniec Stadniny Koni w Trakenach

Dodano czwartek, Styczeń 20, 2011 przez w Historia rasy trakeńskiej

Z notatek ówczesnego Naczelnego Koniuszego Traken Waldemara Alshuth’a (ur. 01.05.1877 – 25.11.1957) wraz z późniejszymi uzupełnieniami.

trakeny01

„…we wschodnich terenach Niemiec (Prusy Wschodnie) w lipcu, sierpniu i wrześniu 1944 roku coraz częściej dawało się zauważyć zwiastuny rosyjskiej inwazji. Każdej nocy na wschodzie nieba widziano czerwoną lunę i jeszcze odlegle eksplozje powtarzające się krótkich odstępach czasu. Każdy odpowiedzialny człowiek już od dawna myślał o ewakuacji własnego albo powierzonego mu majątku.

Kiedy w końcu Zarząd Stadnin w Prusach Wschodnich zwrócił uwagę na Stadninę Koni w Trakenach, najważniejszą i największą stadninę na tych terenach, w pierwszej kolejności rozchodziło się o stan ok. 1200 szlachetnych i niezwykle wartościowych koni hodowlanych, nie licząc wszystkich innych koni roboczych, zwierząt gospodarskich, zboża, paszy dla zwierząt itp.

Pismem z dnia 13.07.1944 roku Zarząd Stadnin przy Ministerstwie Rolnictwa  i Gospodarki zlecił koniuszym w Trakenach, Georgenburgu i Rastenburgu, aby w razie konieczności te stadniny były gotowe do ewakuacji. Od tego czasu Kierownictwo Stadniny w Trakenach, w osobie Gauleitera Kocha, coraz częściej ponawiało swoje starania na uzyskanie pozwolenia wywiezienia koni hodowlanych, jednak trafiły one w Königsbergu na opryskliwą odmowę.

Gestapo zbliżało się. Następowało przesiedlanie wielu starszych ludzi do Saksoni. Wkrótce słyszano odgłosy armat, następowały nocne bombardowania z powietrza na Tilsit i Insterburg. Trakeny zostały jeszcze oszczędzone.

Krytycznym dniem był 3 sierpnia 1944, w którym dokonano nieprzyjacielskiego napadu. (Ewakuacja znowu została przesunięta). Tym razem niebezpieczeństwo minęło. Raporty poszczególnych żołnierzy przynosiły złe wiadomości z frontu, co było do przewidzenia. I nadal jeszcze nie było pozwolenia na odtransportowanie koni! W wrześniu sytuacja zaostrzyła się jeszcze mocniej. O zmierzchu i nocą pojawiały się na niebie błyski z wybuchu rakiet, które oświetlały cały teren.

trakeny03

Na początku września naczelny koniuszy – Landstallmeister Dr Ehlert uzyskał pozwolenie na odtransportowanie ogierów czołowych i „kilka” najlepszych wysokoźrebnych klaczy. Na własną odpowiedzialność zwiększył liczbę przeznaczonych do załadunku klaczy do ogółem 139 sztuk, 34 dwuletnie ogiery zostały 11 września rozdzielone na państwowe stada ogierów a 54 roczne ogierki 15 września zostały ewakuowane do Hunnesrück. Z pozostałych wydzielonych koni 60 ogierów i 79 klaczy zostało przetransportowanych do Stada Ogierów Lobes (Pom).

Zaniepokojenie i troska wśród mieszkańców stadniny rosła, ponieważ przez stadninę przemieszczali się uciekinierzy i duże stada bydła. Na pastwiskach stadniny pasło się wtedy dziennie do 5000 sztuk bydła uciekinierów. Zwierzęta te przedstawiały sobą ponurą wizję. A transport liczący ok. 700 koni dalej nie mógł nastąpić. W tym czasie pojawiały się już wrogie samoloty szturmowe, które ostrzeliwały mieszkańców przez co wielu zostało rannych. Od prawdziwego bombardowania Trakeny zostały oszczędzone. Niewielka ilość małych bomb nie sprawiła żadnych szkód, ale odgłosy walki zbliżały się coraz szybciej. Punkt kulminacyjny nastąpił 16 października 1944, kiedy na granicy Prus Wschodnich nastąpiło niezwykle ciężkie bombardowanie. Wkroczenie wroga było już bliskie…

W dniu 17 października 1944 z polecenia władzy okręgowej Ebenrode (Stallupönen) nastąpiła ogólna ewakuacja 12 gospodarstw leżących w okręgu Ebenrode a należących do stadniny w Trakenach. 4 gospodarstwa stadniny znajdujące się w okręgu Gumbinnen, mogły być ewakuowane dopiero 20 października z polecenia władzy okręgowej. (Konie z tych gospodarstw jednak już 17 października ruszyły marszem do Georgenburga.)

trakeny8b

Obraz trudności tej całkowitej ewakuacji możne tylko ten trochę zrozumieć, kto wyobrazi sobie realia, kiedy to na 16-u oddzielnych gospodarstwach, tj. 6000ha areałów stadniny, zamieszkiwało ogółem 3400 mieszkańców. Pierwszy marsz odbył się do Stada Georgenburg przez Insterburg. Ewakuacja musiała odbywać się na drogach okrężnych, gdyż główne drogi były zablokowane a z linii kolejowej nie można było skorzystać. Ewakuacja ludności z swoimi najbardziej potrzebnymi rzeczami niestety nie była wystarczająco zorganizowana, czego nie można było porównać z dwukrotnym wycofaniem się w 1914. Wtedy podczas obydwu wędrówek pod kierownictwem ekonoma Cooradi w zwartym szyku osiągnęli swój cel, a w październiku 1944r. panował straszny rozdział. Powód ten był do przewidzenia, ponieważ zarządy okręgów Gumbinnen i Ebenrode stosowały się do wytycznych, które sytuacją Traken mało się interesowały. Samo już zarządzenie, że członkowie stadniny w okręgu Gumbinnen mogli dopiero trzy dni później wyruszyć w drogę, przeszkadzało w utrzymaniu jedności i orientacji. I tak każdy z zaprzęgów szukał sobie drogi do Georgenburga. Szczególnie uciążliwe dla tej wędrówki okazały się skutki utraty wielu powożących i innych pracowników. Możliwe też było żywy i martwy inwentarz w większości bezpiecznie dostarczyć, gdyby wymarsz z Traken uczyniony został w mniejszym pośpiechu.

trakeny02

Konie z stadniny zostały podzielone na 10 stad po 80 koni, przy czym każde stado mogło otrzymać tylko trzech opiekunów, starszych, powyżej 65-letnich pracowników stadniny lub 16-letnich jeżdżących konno chłopców. Z powodu niewystarczającej ilości opiekunów, całą drogę do Georgenburga konie przeszły kłusem, nigdzie się nie zatrzymując. Na miejsce dotarły ok. godz. 18 przechodząc ok. 60-70 km w ciągu 6 godz. Strata była tylko jednej młodej klaczy, z powodu ciężkich skaleczeń, ”żaden z koni ani źrebaków nie był kulawy”. Dopiero po kilkudniowym odpoczynku w Georgenburg/Zwion zaprowadzono lepsze warunki, ponieważ wróciła cześć mężczyzn z obrony terytorialnej III Rzeszy a zarządzenia odnośnie dalszej ewakuacji nie były uzależnione od organów partyjnych.

W Georgenburgu rozdzieliła się główna stadnina. Naczelny koniuszy Dr Ehlert pozostał w Georgenburgu z personelem stadniny aż do momentu załadowania koni z przeznaczeniem przetransportowania ich do poszczególnych miejscowości ewakuacyjnych a następnie udał się do Stada Lobes (Pom.).

Pozostała gospodarcza cześć stadniny ruszyła z Georgenburga dalej 24 października przez miejscowości Stärkrnischken, Saalau, Norkitten, Allenburg do Großwohnsdorf, gdzie nastąpił dwudniowy postój. 27 października ruszono dalej do okręgu Pr. Eylau (Pruska Iława) gdzie cały orszak został rozdzielony na więcej miejscowości. Tenże orszak pod kierownictwem trakeńskiego mistrza siodlarstwa – Obersattelmeister Klaulehn, który to aż do opuszczenia stadniny był burmistrzem Traken oraz kierownikiem miejscowym NSDAP, zamykałem razem z Kasą Stadniny (Gestütkasse) i personelem kasowym. Niedługo później zostaliśmy skierowani do Lobes.

Z okręgu Pr. Eylau w połowie stycznia 1945 rodziny trakeńskie musiały dalej uciekać przed nadchodzącymi Rosjanami. Przy mrozie i śniegu po lodzie Zalewu Wiślanego przemieszczały się aż do Gdańska. Wielu pozostało w Prusach Zachodnich i na Pomorzu, pojedyncze wozy przemieszczały się w kierunku zachodnich terenów Niemiec. Pozostali wpadali w ręce Rosjan, potem częściowo też Polaków. Ci biedni ludzie z wielu ciężkich sytuacji wychodzili cało, jednak tym razem niektórzy z nich zginęli. To zaszłoby za daleko, gdyby chcieć oddać obraz ich cierpienia.

Z powodu dalszego posuwania się naprzód wojsk rosyjskich, roczniaki które jesienią 1944 roku ewakuowano do Lobes oraz Gestütkasse i sekretariat, nie mogły tam dłużej pozostać.

Jak tylko w listopadzie 1944 roku Oberlandstallmeister Dr Seyffert przeprowadził zakończone sukcesem rozmowy z zarządem wojskowym Remonteamt Perlin dotyczące opuszczenia Lobes, gdzie stadnina otrzymała schronienie i gdzie całe przedsiębiorstwo mogło dalej zorganizowanie funkcjonować, na początku grudnia 1944 stadnina trakeńska właśnie przeniosła się do Perlin. Do połowy grudnia reszta przedsiębiorstwa została przyjęta: 139 koni stadninowych ze Śląska, 112 z Labes, 39 z Graditz i 17 koni roboczych, ogółem 290 sztuk.

Z powodu braku miejsca w Perlin (dawny Dünner, Meckl. Schwerin), dopiero 02.02.1945 roku Gestütkasse mogła zostać przeniesiona. Ze wzglądu na sytuację na froncie, także śląskie miejsca ewakuacyjne zostały zagrożone. Wymarsz grupy z Berbisdorf do Stadniny w Graditz nastąpił 16 lutego, na miejsce z wielkimi stratami dotarli 04 marca. Konie trakeńskie, które ewakuowano do Neustadt/Dosie, zostały kila tygodni później przejęte przez Rosjan. 140 koni trakeńskich, które ewakuowano do Graditz, 13 klaczy matek ewakuowanych 4 marca z Berbisdorf oraz 11 ogierów czołowych tak samo wpadło w ręce Rosjan. Jednak ich powrót na wschód został uniemożliwiony przez amerykańskie wojska okupacyjne.

Schronienie w małej miejscowości Perlin (240 mieszkańców) pozostawiało wiele do życzenia. W dniu 28.04.1945 roku wyraźnie słyszano liczne obstrzały z obydwóch stron frontu. Liczne grupy uciekinierów opuszczały to miejsce w kierunku zachodnim. Wczesnym rankiem 2-go maja 1945 po szczególnie ciężkim nalocie powietrznym, już późnym popołudniem zaczęły nadciągać wrogie czołgi od zachodniej strony Perlina.  

trakeny04

Dowodzący administracją Remonteamt’u zostali przez załogę jednego z wojskowych jeepów aresztowani i odprowadzeni, urzędnicy stadniny pozostali nietknięci. Pułk znowu się oddalił. W dniu 5 maja Perlin został zajęty przez oddziały amerykańskie. Duży główny budynek oraz inne mieszkania musiano oddać do dyspozycji armii, przez co pomieszczenia mieszkalne dla nas uciekinierów mocno się uszczupliły. Poza tym ludność została przez amerykańskich żołnierzy oszczędzona. 2 czerwca wojska amerykańskie wymieniły się na załogę angielską a ich zachowanie także nie budziło żadnych zastrzeżeń. Kilka dni po zmianie załogi, obok biura stadniny, w stojącej stodole z niewiadomych przyczyn eksplodowała zmagazynowana tam amunicja, przez co powstał ogromny pożar, który zniszczył 8 stodół wraz z całą zawartością oraz należące do stadniny w pełni załadowane wozy. Strata naszego niezastąpionego środka transportu trafiła nas mocno.

Jak tylko wyższy oficer angielski zasugerował naczelnemu koniuszemu – Landstallmeister Dr Ehlert możliwość zajęcia stadniny przez wojska rosyjskie (24.06.1945), wzięto pod uwagę samodzielny wymarsz na zachód. (Plany te nie powiodły się z powodu zakazu rządu angielskiego). Mimo tego kompetentny angielski generał wystawił przepustkę dla 36 koni wraz z odpowiednim personelem towarzyszącym, aby 30 czerwca 1945 roku 2 ogiery czołowe, 28 klaczy z 6-oma źrebakami mogło być przeprowadzonych do miejscowości Ratzenburg. Prezydent landu Schleswig-Holstein zlecił Dr Schilke – kierownikowi Wschodniopruskiego Towarzystwa Ksiąg Stadnych – Ostpreußische Stutbuchgesellschaft opiekę nad tymi końmi, z pośród których 22 oryginalne klacze trakeńskie umową kupna z dnia 01.10.1947 roku przeszły na własność (późniejszego) Związku Trakeńskiego – Trakehner Verband.

trakeny07

Z chwilą wkroczenia aliantów, z powodu zamknięcia banków zaopatrzenie w pieniądze było bardzo trudne, stąd też pracownikom i urzędnikom stadniny już więcej nie mogły być płacone pensje. Warunki znacznie się pogorszyły, kiedy 03.07.1945 roku wkroczyły wojska rosyjskie. Mieszkania i pomieszczenia urzędowe musiały zostać opróżnione; mieszkańcy byli zmuszeni do szukania schronienia w chlewach i oborach. Dokumenty i rachunki zostały ukryte w odległej stajni, gdzie mimo dokładnego zamknięcia nie były bezpieczne; podczas włamania wszystkie dokumenty zostały porozrzucane a niektóre ważne pisma utracone. W dniu 28 sierpnia z budynku szkoły zostali wysiedleni wszyscy mieszkańcy, w tym moja żona, ja, nasze dwie córki oraz ich pięcioro dzieci, pomieszczenia te zabrało GPU. My przenieśliśmy się z dwoma innymi rodzinami do kościoła, gdzie został postawiony służący do gotowania mały piec kuchenny. Atmosfera była bardzo przygnębiająca. W dniu 14 sierpnia zostały połączone majątki Perlin i stadniny trakeńskiej i uznane jako rosyjska własność państwowa pod jednym zarządem. Pomimo, że już od dnia 12.07. Landstallmeister Dr Ehlert był kierownikiem całej stadniny a pułkownik von Langermann jego głównym zastępcą, to. dzień później (15.08.) z nieuzasadnionych powodów nastąpiło usunięcie obydwu zarządzających a kierownictwo objął rosyjski porucznik. Od czasu zajęcia Perlina przez wojska rosyjskie, zamierzano skonfiskowane konie odtransportować do Rosji. Rosyjscy wojskowi weterynarze troskliwie zajmowali się karmieniem i opieką. Zarządzili między innymi, że karmienie było również w porze nocnej. Landstallmeister Dr Ehlert zarzucił im, że ten rodzaj karmienia doprowadzi do pogorszenia się stanu zdrowia koni, którym w nocny potrzebny jest spokój. Uwaga ta została zbyta i podsumowano, że Niemcy nie znają się na hodowli koni.

Stan koni w Perlinie w połowie sierpnia 1945 roku był następujący:

 Remonteamt Perlin:                             trakeńskie konie stadniny:

91 klaczy                                                      3 ogiery czołowe

26 wałachów                                       106 klaczy matek

40 koni roboczych                               33 klacze rocznika 1942

58 młodych koni                                   44 roczne ogierki rocznika 1944

                                                                     52 roczne klacze rocznika 1944

                                                                    40 źrebaków rocznika 1945

                                                                    17 koni roboczych

 215                                                         295                                                         Razem: 510 koni

  (Z koni stadniny trakeńskiej z powodu choroby zostały w Perlinie: 1 źrebię, 4 roczne klacze oraz 12 koni roboczych). O naszych wspaniałych koniach nie słyszeliśmy już nigdy. Ogromny smutek opanował ludzi z Traken, którzy z wielką miłością opiekowali się powierzonymi im końmi, dobrze wykonując swoje obowiązki. Oprócz koni trakeńskich wywieziono do Rosji także niezastąpione ręcznie pisane księgi stadne oraz całkowity zbiór obrazów olejnych należących do stadniny z 50-oma portretami ogierów i klaczy autorstwa takich artystów malarzy jak: Bürde, Steffek, Volkers, Merte, Kühlbrandt i innych. Obraz olejny przedstawiający słynnego ogiera Nana Sahib, namalowany przez prof. Kocha, wisi w pokoju radzieckiego dyrektora głównej stadniny Kirow, dokąd w 1945 roku dowieziono cześć uprowadzonych koni trakeńskich. Wywóz na wschód zebranego częściowo w Perlin stada trakeńskiego, którego historia liczyła przeszło 200 lat, było równoznaczne z końcem Traken.  trakeny06

 

W dniu 31.08.1945 roku załadowano do pociągów cześć koni należących do Remonteamt Perlin oraz 278 koni z trakeńskiej stadniny i następnie odtransportowano do Rosji.

 

Landstallmeister Dr Ehlert opuścił Perlin 19.11.1945 roku wraz z swoją córką i trzema wnukami, nielegalnie przekroczyli granicę, po wielu trudnościach docierając do Stada Ogierów Hunnesrück, okręg Einbeck, dokąd w połowie września 1944 roku ewakuowano 58 trakeńskich młodych ogierów rocznika 1943. Tak więc ostatni naczelny koniuszy Stadniny w Trakenach – Landstallmeister Dr Ehlert - od roku 1946 objął opiekę nad nowo odbudowaną „Wschodniopruską Stadniną Hunnesrück”. Tam zmarł 02.09.1957 w wieku 82 lat.

Ponieważ Perlin został rosyjskim garnizonem, do końca listopada 1945 roku cała cywilna ludność musiała opuścić tę miejscowość. Z moją żoną znaleźliśmy mieszkanie w Pogreß, oddalonej o 4 km wsi przesiedleńców. To bardzo nieprzyjemne doświadczenie zadecydowało, że 31 stycznia 1946 roku dołączyliśmy do grupy przesiedleńców zmierzających na zachód, z którymi w końcu dotarliśmy do Eimelrod (Waldeck). Później przenieśliśmy się do Korbach. Także wiele innych dawnych mieszkańców Traken wyprowadziło się z Mecklenburgii i znalazło gdzie indziej swoje schronienie. Z wieloma z nich utrzymuję jeszcze kontakt.”

 

Królewska Stadnina Koni w Trakenach (Hauptgestüt Trakehnen).

Dodano czwartek, Grudzień 16, 2010 przez w Historia rasy trakeńskiej

trakeny1

             Król pruski Fryderyk Wilhelm I, po wcześniejszym gruntownym przygotowaniu (m.in osuszeniu bagien i wykarczowaniu dzikiej puszczy) terenów pomiędzy Gumbinnen i Stallupönen, w Trakenach (Trakehnen) w roku 1732 założył królewską stadninę i sprowadził 1100 koni, w tym 500 klaczy matek. trakeny5

            trakeny3

Materiał zgromadzony pochodził z różnych hodowli państwowych rozrzuconych po całym kraju. Stado było mieszanką najrozmaitszych typów i ras, o niskiej wartości użytkowej. Ogiery czołowe, jakie w XVIII w. zostały użyte, nosiły w sobie orientalne prądy krwi. Kryły one wprawdzie nie wyrównaną stawkę klaczy, jednak nie umożliwiły stadninie żadnego postępu hodowlanego. W latach 1732-1782 w Trakenach użyto do hodowli 356 ogierów.

            trakeny2

                                                        Zdecydowane zmiany w stadninie wprowadził mianowany w 1786 roku na Naczelnego Koniuszego K. Lindenau.  Był to człowiek o dużej wiedzy i talencie organizacyjnym. Ostro przeselekcjonował materiał hodowlany, a stado klaczy podzielił według typu, kalibru, maści i ulokował na pięciu oddziałach. Ten podział na stada przetrwał do końca istnienia stadniny, tj. do roku 1944.

trakeny4

            Początek XIX w. to kolejne rewolucyjne zmiany w hodowli trakeńskiej. Zapoczątkowano organizowanie wystaw hodowlanych i premiowanie materiału zarodowego. W 1847 kierownictwo stadniny objął von Schwichow, którego celem było nadanie koniowi trakeńskiemu typu bardziej wierzchowego. Posługiwał się w tym czasie ogierami pełnej krwi angielskiej, stosował intensywny wychów młodzieży i obfite żywienie. trakeny7 Za jego czasów wzmocnił się kaliber, powiększyły ramy i wzrost koni. Pogłowie stało się bardzo wyrównane i zaczęła się tworzyć swoista rasa trakeńska. W 1843 toku w Trakenach założono zakład treningowy i stajnię wyścigową. Dolewanie krwi angielskiej trwało nieprzerwanie aż do ewakuacji stadniny w roku 1944. Niektóre konie trakeńskie miały w rodowodach ponad 90 % pełnej krwi, słynny reproduktor Morgenstrahl posiadał jej aż 94. Jedna nie były to konie w typie follbluta, odmienny wygląd trakena spowodowany został bytowaniem w innym środowisku, długoletnią selekcją i dobieraniem osobników dużych, kalibrowych i masywnych. trakeny8

trakeny15

                                                                                                                                                 Za czasów von Oettingena, kierującego stadniną od 1895 roku, starano się stworzyć w Traknach typ konia mogącego produkować konie wierzchowe cięższego kalibru. Nadal korzystano z reproduktorów pełnej krwi angielskiej, stosowano intensywny wychów, trening wytrzymałościowy młodych koni, selekcję na dzielność i staranny dobór osobników do kojarzenia. Młode ogiery przeznaczone na reproduktory, jak również klacze wybrane na matki, przechodziły zaprawę w zakładzie treningowym a potem na torze wyścigowym dla półkrwi. W tym okresie wyróżnił się beberbecki trakeny9 Optimus 1880 (Odoardo – Optima). Ten wyjątkowo kościsty koń, o doskonałych stawach i prawidłowych przednich nogach, przekazywał na potomstwo zdrowie i wyjątkową dzielność użytkową. Dużymi zasługami mógł poszczycić się ogier Perfectionist xx 1899 (Persimmon – Perfect Dream). Był to follblut w typie bardziej pożądanym dla hodowli koni półkrwi, kościsty, w dużych ramach. Założył własną linię męską, a z jego synów wyróżnili się: Jagdheld 1906, Irrlehrer 1905, Pommery sec 1907 i jeden z najznakomitszych ogierów trakeńskich ostatnich czasów – Tempelhüter urodzony w 1905 roku. Perfectionist xx miał olbrzymi wpływ na hodowlę wschodniopruską i był niewątpliwie najlepszym follblutem, jakiego miały Trakeny w pierwszej połowie bieżącego stulecia. Z ogierów półkrwi za czasów von Oettingena wyróżnił się Morgenstrahl 1896 (Blue Blood xx – Moba po Lollypop xx). Pozostawił po sobie doskonałego Parsivala 1912, który stał się założycielem własnej linii. Odlany w brązie posąg Morgenstrahla stał przed pałacem w Trakenach do wybuchu pierwszej wojny światowej. Gdy w 1914 roku wojska rosyjskie zajęły Trakeny, posąg przepadł i na swoje miejsce już nie powrócił. Ku czci wielkich zasług dla hodowli koni trakeńskich jeszcze za życia postawiono pomnik ogierowi Tempelhüter, który w Trakenach stał do 1945 roku.

            trakeny6

W okresie międzywojennym prace hodowlane nadal szły w kierunku powiększania kalibru konia trakeńskiego. Wielki nacisk położono na wyrobienie dzielności fizycznej, aby przy pogrubianiu nie zatracić szlachetności i przydatności koni do celów wojskowych. Pożądany był również spokojny temperament. W tym celu ograniczono do minimum krycie ogierami pełnej krwi angielskiej, dobierano niskonożne, prawidłowo zbudowane, kalibrowe ogiery trakeńskie lub podobne z miejscowej hodowli prywatnej. Wszystkie te cechy reprezentował doskonały Dampfross 1916 (Dingo – Laura), hodowli chłopskiej. Pomimo jednak słabego rodowodu, przedstawił on wspaniały model konia i obdarzony był niezwykłą siłą przekazywania swoich cech na potomstwo. Dampfross stał się twórcą nowej linni męskiej. Z jego synów wyróżnili się: Pythagoras 1927 z matki po Tempelhüter, Hyperion 1926, Semper Idem 1934. Ponadto, w omawianym okresie dużą rolę w tworzeniu rasy trakeńskiej odegrały ogiery: Ararad 1921 (Jagdheld – Ara), Pirat 1914 (Tempelhüter – Paula), Waldjunker 1913 (Vasco – Waldfee), Astor 1922 (Wolkenflug – Astoria), Cancara 1917 (Mister Magpie xx – Cymbal po Nana Sahib xo). trakeny10

            W 1938 roku użyto do hodowli ogiery arabskie dla poprawienia suchości tkanki, konstytucji, długowieczności, wykorzystania paszy i wyrobienia spokojniejszego temperamentu. Wybrano w Polsce ogiery: Fetysz oo 1924, Labirynt oo 1930, Adamas oo 1930, Ibn Nadjeri oo 1931 i wymieniono na cztery ogiery trakeńskie dla Stadniny w Racocie. Po wybuchu wojny na czołowego do Traken został przydzielony janowskiej hodowli Lowelas oo ur.1930.    

         Analizując ilość użytych reproduktorów, to od połowy XIX w. przez Trakeny przewinęło się ok. 3500 ogierów.

trakeny12

           

 W roku 1944 w stadninie stan koni hodowlanych wynosił 1115 sztuk: 20 reproduktorów, 378 klaczy hodowlanych, 421 sztuk młodzieży, 34 konie zaprzęgowe i 262 konie używane do polowań lub przeznaczone na sprzedaż. Do ksiąg stadnych wpisanych było 26264 klacze i 852 ogiery pochodzenia trakeńskiego. trakeny11

            Jesienią (17 lub 20 października) 1944  roku zarządzono ogólną ewakuację stadniny, jednak większość odtransportowanych na zachód koni nie dotarła do miejsca przeznaczenia. Część pozostała w Prusach Zachodnich i na Pomorzu, większość koni już po odbyciu długiej drogi na zachód wpadła w ręce rosyjskie i została zawrócona na wschód (trafiły do Stadniny im. Kirowa/Rosja) a pozostałe trafiły do polskiej hodowli, m.in. do Stadniny Koni w Liskach. Duża część oryginalnych trakenów zaginęłą podczas działań wojennych. trakeny13 trakeny14

 

 

Wiosną 1945 roku na teren dzisiejszych Niemiec przybyło ok. 1500 szlachetnych klaczy (m.in. z paleniami trakeńskimi i wschodniopruskimi). W końcu czerwca 1945 roku Stadnina Ratzenburg/Schleswig-Holstein przyjęła stawkę koni ze Stadniny w Trakenach: 2 ogiery czołowe, 28 klaczy matek i 6 źrebiąt. Spośród tej grupy, 22 oryginalne klacze trakeńskie w 1947 roku zostały zakupione przez późniejszy Związek Trakeński (Trakehner Verband).

Polecane artykuły


F

@2010 trakeny.info - Oficjalna Strona Hodowców i Miłośników Rasy Trakeńskiej.
Kopiowanie lub rozpowszechnianie jakiejkolwiek części serwisu (grafiki czy tekstów) bez zgody właścicieli jest całkowicie zabronione i narusza prawa autorskie.
Projekt graficzny i wykonanie: www.aurorastudio.eu