Kategorie

Archiwum


Kalendarz wydarzeń

Listopad  2017
Pon Wto śro Czw Pią Sob Nie
   
  1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30  
WPEC is proudly sponsored by
True Media Concepts

Tagi

Szukaj

wpisz frazę






ministat liczniki.org

Linki:
Fenster-service - Jarosław Skrzypiec
Serwisy www - projektownie
Alufelgi

Trakeny – raj utracony…

Dodano poniedziałek, Lipiec 04, 2011 przez in Historia rasy trakeńskiej, Wydarzenia - Informacje |

Dzięki uprzejmości dr Janusza Wejer z UWM z Olsztyna i dr Jacka Łojek z SGGW w Warszawie mogliśmy już wcześniej zaprezentować Państwu interesujące referaty i doniesienia przedstawione na olsztyńskiej konferencji naukowej, a dzisiaj publikujemy obszerną relację słowną i fotograficzą z cześci wyjazdowej, jaką  przygotowała jedna z uczestniczek – Lidia Chomentowska.  Wszystkim bardzo serdecznie dziękujemy a Państwa zapraszamy do lektury!

Konferencja naukowa „Konie trakeńskie i wielkopolskie w realiach XXI wieku” zorganizowana została w dniach 14-16.06.2011 roku przez Polskie Towarzystwo Zootechniczne i Katedrę Hodowli Koni i Jeździectwa Wydziału Bioinżynierii Zwierząt Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Ogromne podziękowania należą się komitetowi organizacyjnemu, a przede wszystkim prof. dr hab. Zbigniewowi Jaworskiemu, Januszowi Wejer, Adrianie Pawelec oraz całemu zespołowi Katedry Hodowli Koni i Jeździectwa.

Konferencja podzielona była na dwie sesje: referatowo-doniesieniową i wyjazdową. W pierwszej części przedstawione zostały cztery referaty:

  1. „Wartość użytkowa koni zarejestrowanych w Związku Trakeńskim w Polsce” – dr inż. Janusz Wejer/UWM Olsztyn;
  2. „Jakość i wartość współczesnych koni trakeńskich na świecie” – prof. dr hab. Sławomir Pietrzak/UP Lublin;
  3. „Znaczenie koni rasy wielkopolskiej we współczesnej hodowli koni w Polsce” – dr inż. Anna Nowicka-Posłuszna/UP Poznań;
  4. „Doskonalenie koni wielkopolskich” – prof. Dr hab. Szczepan Chrzanowski/SGGW Warszawa.

Doniesienia naukowe poświecone tematyce koni trakeńskich bądź wielkopolskich zaprezentowali ponadto:  dr Jacek Łojek, prof. Sławomir Pietrzak, Tomasz Siedlanowski i Iwona Tomczyk-Wrona .

Pierwszy dzień konferencji zakończony został sympatycznym ogniskiem przygotowanym na terenie Ośrodka Jeździeckiego w Kortowie trwającym do późnego wieczora.

Część wyjazdowa konferencji zaczęła się już następnego dnia bardzo wczesnym rankiem. Najważniejsze było, aby jak najwcześniej przekroczyć granicę z Rosją. Jeszcze w Olsztynie dołączył rosyjski tłumacz i „opiekun” naszej wycieczki a w Bartoszycach profesjonalny przewodnik. Tak doskonale zaopatrzeni poczuliśmy się w pełni bezpieczni, co już na początku zaowocowało w miarę szybkim i sprawnym przekroczeniem granicy Bezledy – Bagrationowsk. Naszym pierwszym celem był oddalony od granicy o ok. 150 km Czerniachowsk, czyli dawne pruskie Stado Ogierów Georgenburg. Zanim jednak dotarliśmy na miejsce, przez okna autokaru mieliśmy okazję podziwiać, jednak to zdecydowanie za dużo powiedziane, oglądać tereny Obwodu Kaliningradzkiego. Ogromne hektary nie zagospodarowanych obszarów zielonych, czyli nieużytków malowniczo porośniętych dorodnym łubinem i dziurawcem. Domostw ludzkich też prawie wcale nie było widać, jedynie niewielkie wioski, które mijaliśmy po drodze świadczyły, że jacyś ludzie jeszcze zamieszkują ten zapomniany przez Boga teren. Wsie bardzo ubogie, domy w fatalnym stanie, zaniedbane, rozpadające się, brak jakichkolwiek czynnych gospodarstw rolnych. Zadziwiające z czego ci ludzie się utrzymują, bo ziemia prawie wcale nie jest uprawiana, a jeżeli udało nam się zobaczyć jakieś zwierzęta gospodarskie, to była to ledwo widoczna z powodu głębokiej trawy krowa pasąca się na 100 ha łąki, tęsknie patrząca gdzieś w dal… Mijaliśmy po drodze smutne resztki dawnej chwały Prus Wschodnich. Tylko gdzieniegdzie widać było pozostałości budynków z czerwonej cegły, a tam, gdzie zabudowania pruskie nie zostały zrównane z ziemią zgodnie z polityką socjalistyczną, widać było zarysy dawnych domów, teraz ręką szalonego wizjonera przemienione w „małe koszmarki” – przeróżne nieotynkowane dobudówki z pustaka czy białej cegły, czasami pomalowane w jaskrawe gryzące się ze sobą kolory. Smutny to był widok.

Jednak przyjazd do Czerniachowska w pełni wynagrodził nam wcześniejszy obraz zza okien autokaru, nawet ruiny niegdyś okazałego zamku w pruskim Insterburgu nie były już tak szokujące. Stadnina koni i ośrodek jeździecki Georgenburg od kilku lat są własnością prywatną, a staraniem nowych bogatych właścicieli obiekt wrócił do dawnej pruskiej nazwy i świetności. Wjazd na zamknięty, wewnętrzny parking oraz widok pięknie odrestaurowanych budynków już zaostrzył nasz apetyt. Grupa była wcześniej zapowiedziana i umówiona na konkretną godzinę, więc już czekała na nas właścicielka, która osobiście oprowadziła nas po całym obiekcie. Stadnina podzielona jest topograficznie jakby na trzy części, które wyznaczają wewnętrzne dziedzińce. Pierwszy dziedziniec, to plac treningowy, na którym rozgrywane są również wysoko dotowane międzynarodowe zawody w skokach przez przeszkody rangi nawet „pięciu gwiazdek”. Doskonałe podłoże z piasku kwarcowego, na trzech ścianach trybuny dla publiczności, w pobliżu ekskluzywny hotel, stajnia sportowa i kryta ujeżdżalnia (z nową konstrukcją dachową). W budynku ujeżdżalni zwiedziliśmy małe muzeum z pamiątkami i zdjęciami z czasów dawnych Prus Wschodnich, jak również liczne trofea zdobyte już współcześnie na zawodach jeździeckich. Na tyłach krytej hali znajduje się drugi dziedziniec stadniny, otoczony z trzech stron przez zabytkowe stajnie oraz stary budynek krytej hali. Centralnym punktem dziedzińca jest ogromny plac do wypuszczania koni i zapewnienia im wymuszonego ruch na bieżni ew. do treningu. Aby dostać się na trzecie, zamknięte podwórze, można przejść bramą pomiędzy budynkami, lub bezpośrednio przez stajnie. Piękna, charakterystyczna dla Georgenburga stajnia usytuowana na długiej ścianie drugiego dziedzińca, to stajnia na całej swojej długości stanowiskowa. To właśnie tutaj kiedyś stacjonowały dziesiątki ogierów uznanych do hodowli terenowej, głównie wschodniopruskich i trakeńskich. Stojąc na szczycie tej stajni, mając po obu stronach rząd licznych typowych dla pruskich stad ogierów stanowisk, to jakby cofnąć się w czasie, kiedy to miejsce tętniło życiem, odgłosami rżenia koni, przeżuwania siana, stukotem końskich kopyt, pobrzękiwaniem uwiązów… teraz niestety wszystkie te boksy były puste. Podobne stajnie stanowiskowe można jeszcze zobaczyć jedynie w Stadzie Ogierów w Kętrzynie. Od wspomnianej stajni stanowiskowej odchodzą prostopadle dwie stajnie boksowe tworząc wewnętrzny trzeci dziedziniec, całkowicie wybetonowany, zamknięty z trzech stron przez stajnie a z czwartej przez mur zewnętrzny stadniny. Zza muru w oddali widać było zarysy zamku Georgenburg, który pomimo starań nowych właścicieli stadniny został przekazany w ręce kościoła prawosławnego. Do dnia dzisiejszego stoi opuszczony, zapomniany, o krok od zupełnej riuny. W stajniach stacjonują głównie konie rasy hanowerskiej, jednak znaleźć można pojedyncze sztuki rasy trakeńskiej. Stadnina zbudowana z ogromnym rozmachem, widać było kunszt i przemyślane działania pruskich projektantów. Obecnie, pomimo tylu lat historii i ogromnej dewastacji za czasów dawnego systemu, budynki stajenne są w doskonałym stanie, pieczołowicie odrestaurowane, poprawione wszystkie dachy, odnowione zewnętrzne elewacje. Teren jest wysprzątany, place zagrabione, trawniki przycięte, wszędzie wręcz pruski porządek. Stadnina budzi jak najlepsze emocje, każdy z nas był pod niebywałym wrażeniem jest piękna.

W godzinach popołudniowych z Georgenburga wyruszyliśmy w kierunku dawnej królewskiej Stadniny Koni w Trakenach (Trakehnen) – obecnie Jasnaja Poljana. Z rosnącym napięciem obserwowaliśmy zmieniający się krajobraz, obszar nie był już jak okiem sięgnąć płaski i wyludniony, częściej można było zobaczyć skupiska ludzkie, a nawet ocalałe jeszcze zabudowania z czerwonej cegły, coraz więcej pojawiało się drzew i terenów zalesionych. Szczęście nam dopisało, ponieważ bardzo blisko drogi zaobserwowaliśmy ogromnego, z imponującymi łopatami łosia, który jak za dawnych lat, majestatycznie przemierzał dziką zieloną krainę. Gdy zobaczyliśmy tabliczkę z nazwą miejscowości do skrętu w prawo, poczuliśmy, że nareszcie wkraczamy na teren ojczyzny konia trakeńskiego. Jechaliśmy dawną drogą łączącą Trakeny ze stacją kolejową. Kiedyś z pewnością była to piękna aleja dębowa, dzisiaj były to tylko resztki okazałych drzew. Po obu stronach drogi rozciągały się hektary dawnych pastwisk, podzielone siatką rowów melioracyjnych. Tysiące kilometrów kanałów, które kiedyś wykopano dla osuszenia terenów podmokłych, wręcz bagiennych, nadal spełniały swoją funkcję. Nie do pomyślenia, żeby ktoś nadal o nie dbał, ale rzeczywiście pozarastane nie były, a lustro wody nadal było widać. Po tylu latach wciąż istniały i nadawały szczególnego charakteru tej krainie. Wjeżdżając do wsi, po lewej stronie w rzędzie stoją dawne domy pracowników stadniny, nadal z czerwonej cegły, jednak już nie kryje ich czerwona dachówka, lecz szary eternit. Budynek dawnego Hotelu „Łoś” (Hotel „Elch”), pomimo dobudówki i zmiany przeznaczenia na sklep spożywczy, wciąż do rozpoznania. Dąb zasadzony kiedyś przed hotelem, dzisiaj to sędziwy świadek zmieniającej się historii. Zaparkowaliśmy przed bramą główną stadniny, aby następnie z prawdziwą czcią przekroczyć jej próg. Po lewej stronie znajdowały się zachowane zabudowania administracyjne stadniny, m.in. dawny sekretariat. Obecnie to budynki mieszkalne. Po prawej stronie witał nas imponujący dwukondygnacyjny gmach pałacu w Trakenach. Pięknie odnowiona zewnętrzna elewacja, nowe pokrycie dachowe, stary bruk przed głównym wejściem. Przed pałacem od 280 lat rośnie dąb, symbol Traken. Za czasów świetności, dąb był specjalnie przycinany, szczepiony w miejscach większego przerzedzenia się gałęzi, korona była formowana przez wykwalifikowanych ogrodników. Konary naciągano, aby korona była okrągła i rozłożysta, aby równomiernie dawała cień. Dzisiaj to wiekowe drzewo, może i nie miało już tak pięknego wyglądu, bo kilka głównych konarów uschło, jednak nadal sprawiało imponujące wrażenie. Niedaleko dębu przed pałacem na postumencie stał kiedyś naturalnych rozmiarów pomnik najsłynniejszego reproduktora w Trakenach ogiera Tempelhüter. Za wyjątkowe zasługi dla hodowli, jeszcze za życia tak uhonorowano tego wyjątkowego konia. Z chwilą zajęcia Traken przez wojska sowieckie w 1945 roku, pomnik Tempelhütera wywieziono w głąb Rosji, obecnie znajduje się w muzeum w Moskwie. Jego wierna replika stoi przed Muzeum Jeździectwa w Verden w Niemczech. Jak dowiedzieliśmy się od sympatycznej i niezwykle kulturalnej przewodniczki, pomimo usilnych starań, oryginalny pomnik Tempelhütera na swój cokół w Trakenach już nigdy nie powróci. W tym miejscu jest już pomnik pamięci żołnierzy sowieckich poległych podczas II wojny światowej i już tam pozostanie, ponieważ pamięć po poległych rodakach jest bardzo mocno w Rosji pielęgnowana. Może w przyszłości uda się postawić kopię pomnika Tempelhütera gdzieś indziej przy pałacu lub w ogrodzie. W pałacu obecnie mieści się szkoła, jednak na parterze dwa pomieszczenia przeznaczone zostały na skromne muzeum. Pani przewodnik bardzo interesująco opowiadała o historii Traken, o tym, co udało się uratować z zawieruchy wojennej, jakie losy były majątku po wojnie, ponadto obejrzeliśmy archiwalny materiał filmowy o Trakenach z okresu ich świetności. Następnie zostaliśmy oprowadzeni po najbliższej okolicy pałacu, m.in. zobaczyliśmy te budynki, które jeszcze przetrwały po prawej stronie wychodząc z pałacu oraz w oddali pozostałości stajni i maneżu. Smutny to był widok, budynki stoją opuszczone, otwory okienne zamurowane lub pozakrywane folią ew. słomą, jak w dawnej stajni obecnie zaadoptowanej na oborę. Niestety czas nie pozwolił nam na zwiedzenie całych Traken, ale szansa nadarza się już za rok, również w czerwcu, kiedy to w pałacu zorganizowane zostaną obchody 280-lecia utworzenia Stadniny w Trakenach. Na tę okazję ma być już postawiona wieża na pałacu (jak to było w oryginale), iglica w kształcie konia jest już gotowa. Jak poinformowała nas przewodniczka, byliśmy pierwszą wycieczką z Polski, która odwiedziła dawne Trakeny. Było to rzeczywiście bardzo serdeczne i miłe przyjęcie, zostaliśmy również oficjalnie zaproszeni na przyszłoroczne uroczystości. Pstrykając na szybko jeszcze ostatnie zdjęcia, ponaglani przez naszych przewodników, z ciężkim sercem opuszczaliśmy to piękne miejsce. Zmierzając do Kaliningradu, gdzie planowany był nocleg, nasze myśli nadal krążyły wokół Traken. Aż szkoda, że konie już nigdy w to miejsce nie powrócą.

Nocleg na rosyjskiej ziemi spędziliśmy w ekskluzywnym, będącym na europejskim poziomie Hotelu „Turist”. Ci z nas, którzy nie mieli dość wrażeń na jeden dzień, wybrali się na wieczorne zwiedzanie Kaliningradu. Miasto niestety nie posiada zbyt wielu zabytków, nie istnieje coś takiego jak Stare Miasto, centralnym punktem spotkań mieszkańców jest Plac Zwycięstwa z charakterystycznym obeliskiem. Większość zabudowań pruskich zostało w czasach dawnego systemu zburzonych, jak np. piękny zamek spektakularnie wysadzono w powietrze z komentarzem, że oto właśnie został wyrwany ostatni zgniły ząb pruski. Na miejscu zamku znajduje się obecnie ogromny „straszący swoim wyglądem” Dom Partii, do dnia dzisiejszego stoi niewykończony, podobno grozi zawaleniem. Pomimo nieprzychylnej polityki powojennej, w Kaliningradzie można jeszcze znaleźć pojedyncze piękne stare pruskie kamienice. Przekonaliśmy się o tym, kiedy następnego dnia, już w drodze powrotnej do Polski odbyliśmy krótki objazd autokarem po mieście.

Jeszcze przed granicą zatrzymaliśmy się w Bagrationowsku – dawnej Pruskiej Iławie – na obiad i zwiedzanie cerkwii, która jako pierwsza z cerkwii została wybudowana na terenie Obwodu Kaliningradzkiego. Miasteczko niewielkie, ubogie, sprawiało wrażenie spokojnego, sielskiego, ze starymi zabudowaniami i brukowanymi uliczkami dało się odczuć dawny klimat małej pruskiej miejscowości.

Przejście graniczne pokonaliśmy, jak poprzednio szybko i sprawnie. Kolejnym celem naszej wycieczki była Stadnina Koni w Liskach, w okresie międzywojennym wychowalnia koni na potrzeby wojska tzw. Remonteamt, obecnie jako jedyna w Polsce hodująca konie z pochodzeniem trakeńskim. Na miejscu bardzo serdecznie przywitał nas wieloletni główny hodowca p. Piotr Pacyński i zaprosił na krótki pokaz hodowlany liskowskich koni. Na początek zaprezentowane zostały trzy ogiery czołowe: gniady 16-letni Czarczaf (Ogar – Czapa po Arak) oraz dwaj 5-letni synowie angloaraba Grey – skarogniady Etos od Encyklika po Kerman i siwy Olivier od Olimpia po Hill Hawk xx, dwie córki ogiera Cedrus – Era do Erytema po Jantar xx i Pepita od Pastrana po Dukat xo, dwie po Hamlet Go – Asta od Agnes po Kerman i Lolita od Lewkonia po Aspirant, a następnie dwie matki z tegorocznym przychówkiem Wiwiena po Banita xo ze źrebakiem po Czarczaf i Wojda z najmłodszym w stadninie źrebakiem po Olivier. Godziny popołudniowe, to czas spokoju w stadninie, konie nakarmione odpoczywają w stajniach, tylko gdzieniegdzie koński łeb ciekawie wygląda znad drzwi biegalni. Niechętnie opuszczaliśmy to spokojne miejsce skąpane w promieniach zachodzącego słońca. Całe szczęście, że dzień o tej porze roku jest bardzo długi. Spragnieni widoku koni zawitaliśmy jeszcze do urokliwych Galin, gdzie pod okiem p. Bogusława Owczarka zwiedziliśmy stadninę, mieszczącą się w zabudowaniach dawnego pruskiego przypałacowego folwarku. Nasze kroki skierowaliśmy również na sięgające aż po horyzont pastwiska, zajrzeliśmy do stajni, obejrzeliśmy teren służący do organizacji zawodów, zwiedziliśmy z zewnątrz z pietyzmem odrestaurowany pałac, aby na końcu zawitać do Gospody Galiny na przepyszne pierogi, nie tylko ruskie.

Zmęczeni i nasyceni niepowtarzalnymi wrażeniami jakich dostarczyły nam Galiny, z głowami pełnymi myśli i pięknych wschodnio-pruskich widoków wracaliśmy do domu. Dla każdego uczestnika była to ciekawa i interesująca wycieczka, a dla miłośników koni trakeńskich szczególnie ważna i głęboko zapadająca w pamięć i serce.

Tekst i zdjęcia: Lidia Chomentowska

3 Odpowiedzi do Trakeny – raj utracony…

  1. obserwator pisze:

    Rewelacyjne sprawozdanie GRATULACJE coś niesamowitego !!!
    Bardzo Dziękuję

  2. Zofija pisze:

    Wspaniale opracowane, jak bym przeżywała to jeszcze raz…

  3. Jarek Skrzypiec pisze:

    Tu i teraz chciałem Pani Lidio Serdecznie Podziękować, za wspaniały artykuł, który jest tak smaczny jak ciastka własnego wypieku mojej wspaniałej żony. Dziękuję również, za rewelacyjną galerię zdjęć, która dodatkowo obrazuje całą wycieczkę.
    WSPÓŁPRACA Z PANIĄ TO CZYSTA PRZYJEMNOŚĆ

    Bardzo Dziękuję
    Jarosław Skrzypiec

Dodaj komentarz




*

Polecane artykuły


F

@2010 trakeny.info - Oficjalna Strona Hodowców i Miłośników Rasy Trakeńskiej.
Kopiowanie lub rozpowszechnianie jakiejkolwiek części serwisu (grafiki czy tekstów) bez zgody właścicieli jest całkowicie zabronione i narusza prawa autorskie.
Projekt graficzny i wykonanie: www.aurorastudio.eu